- Dobrze, skoro tak mówisz. - odparłam, i wyszłam by najeść się trawy. Nie była sucha, jak dnia poprzedniego, ale pyszna i słodka po deszczu. Opal jadł niedaleko, a jednak się nie odzywaliśmy. Najwidoczniej był taki jak ja - cichy, małomówny. W sumie pasowało mi to. Przynajmniej mnie nie irytował...
- Jesteś gotowa? - spytał się mnie.
- Tak. - powiedziałam, zakładając na szyję kieł, z którego zrobiłam naszyjnik. Kieł od mojego brata, jedyna pamiątka... Ogier spojrzał podejrzliwie na przedmiot, ale się nie odezwał.
Opal?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz